Sylwetka: Ewa Imielska-Hebda - liczy się tylko koń przed obiektywem

Data publikacji: 2015-10-08
Sylwetka: Ewa Imielska-Hebda - liczy się tylko koń przed obiektywem

 

Kto dosiadł konia, ten dosiadł wiatr - tak brzmi znane jeździeckie powiedzenie. Ile jest w nim prawdy wie dobrze każdy koniarz, a każdy kto choć raz próbował fotografować konie zdaje sobie sprawę jak trudno uwiecznić ich piękno i ekspresję aparatem. Dlatego dzisiaj chcielibyśmy przybliżyć sylwetkę Ewy Imielskiej-Hebda, znanej fotografki i pasjonatki koni, która z wielkim oddaniem fotografuje konie w Polsce i na świecie. Autorka zapierających dech w piersiach prac, przedstawiających przede wszystkim konie czystej krwi arabskiej, opowiada nam o niełatwym zawodzie jaki wybrała oraz o swojej miłości do tych zwierząt. 

 

Ewa Imielska Hebda fotografia koni arabskich, araby

 

Equista: Bardzo dziękujemy, że zgodziłaś się z nami chwilę porozmawiać. Zaczniemy od pytania, które nasuwa się jako pierwsze - najpierw były konie czy aparat?

Ewa Imielska-Hebda: Hmm, trudne pytanie. Chyba jednak konie. Całe mnóstwo plakatów z końmi na ścianach, na pocztówkach, w zeszytach. Miłość do tych zwierząt była we mnie odkąd pamiętam. Siedziałam na koniu już jako 2-3 letnie dziecko – to był wielki, piękny pociągowy kasztan. Z przejęcia bałam się rusz, ale to było magiczne przeżycie. Później z miłości do koni (i kiepskiej dostępności stajni w moim mieście) zaczęłam studia z końmi w nazwie, a stamtąd trafiłam do stadniny gdzie fotografowałam gdy miałam wolną chwilę. Fotografowałam wszystko - moje psy, koty, krajobrazy, detale. Wtedy miałam aparat analogowy i robiłam zdjęcia kompletnie amatorskie do przysłowiowej ‚szuflady’. Dopiero po latach zrozumiałam, że to fotografia koni daje mi największą frajdę i że właśnie w tym kierunku chcę iść. Zrewidowałam mój warsztat, a właściwie jego brak (śmiech) i wzięłam się do pracy. Zaczęłam jeździć na każdą końską imprezę w okolicy i to był chyba początek stałego mariażu koni z aparatem.


Equista: Połączenie dwóch pasji - do koni i fotografii wydaje się być bardzo ciekawym sposobem na życie, czy tak jest w rzeczywistości?

Ewa Imielska-Hebda: Zdecydowanie! Nie wyobrażam sobie robić czegoś innego. Dzięki temu jeżdżę po świecie, poznaję ciekawych ludzi, mam styczność z pięknymi końmi. Ostatnio np. spotkałam na sesji za granicą klacz, na której jeździłam ładnych parę lat temu pod Lublinem. I chyba mnie poznała, takie chwile rozczulają. Czasem spotykam na wyjazdach konie, które znałam jako młodziki i oglądanie ich w dobrej formie u kochających właścicieli jest dla mnie ogromnie przyjemne i budujące.

 

 

Equista: Konie to fascynujący, ale jednocześnie bardzo trudni modele?

Ewa Imielska-Hebda:  Na pewno fotografowanie koni nie jest łatwe. Dla mnie natomiast jest to znacznie prostsze niż np. fotografowanie ludzi. Być może dlatego, że u mnie w domu zawsze były zwierzęta i ich mowę ciała odczytuję podświadomie. Co prawda koty i psy to nie konie, ale podstawy, mimika jest taka sama. Po pierwszych sekundach na padoku wiem z jakim charakterem mam do czynienia i co będzie można osiągnąć. Najfajniej fotografuje się oczywiście ogiery, bo one wręcz kipią energią i dynamizmem. Zdarza się jednak, że spokojna klacz, czy wałach tak się zaprezentują przed obiektywem i sam właściciel jest zdziwiony, że jego koń tak umie. Chyba właśnie takie momenty lubię najbardziej, gdy koń też ma frajdę i zabawę z sesji i gdy mogę powiedzieć magiczne 'mamy to!'

 

Equista: To chyba najpopularniejszy i najbardziej pożądany tekst padający z ust fotografów! W Twoich prasach oglądamy bardzo dużo koni czystej krwi arabskiej. Dlaczego je akurat darzysz szczególną sympatią?

Ewa Imielska-Hebda: Tego sama nie wiem. Może to przez przepiękne fotografie koni arabskich autorstwa Zofii Raczkowskiej, w których zakochałam się jako dziecko. Potem miałam możliwość weryfikacji tego uczucia gdy jeździłam 3 lata w stajni wyścigowej, na arabach właśnie. Zakochałam się jeszcze bardziej. Są niezwykle mądre, bardzo szybko się uczą (czasem za szybko!) no i mają unikatowy wśród końskich ras bukiet arabski, który sprawia, że serce szybciej bije gdy się patrzy na nie w ruchu. Żartuję, że araby to takie koty wśród koni – są bardzo ciekawskie i lubią chadzać własnymi ścieżkami. Potrafią niby się przestraszy przysłowiowego 'źdźbła trawy', szczególnie jak są w 'rozrywkowym’ nastroju. No wypisz, wymaluj mój kot. Pomimo, że uwielbiam fryzy, shirey, grubasy pociągowe, to zawsze na pierwszym miejscu będzie u mnie koń arabski i jeśli kiedykolwiek będę mieć konia to tylko araba.

 

Equista: Podziwiamy konsekwencję i niesamowite przywiązanie do tej rasy! A czy masz może jakieś miejsce 'końskie', do którego wracasz najchętniej?

Ewa Imielska-Hebda: Mam kilka takich miejsc. To oczywiście Stadnina w Janowie Podlaskim, Stado w Białce ale też małe stajnie jak np. w Jaśle, czy przydomowa stajenka Doroty Kudyby u której jest po prostu magicznie.

 

Ewa Imielska Hebda fotografka koni arabskich, pokazy koni arabskich

 

Equista: Na zawodach i pokazach jeździeckich możemy spotkać wiele osób, które fotografują. Teraz to bardzo popularna pasja i z pozoru 'lekka i przyjemna' praca. Czy patrząc na swoje doświadczenia uważasz, że tak jest w rzeczywistości?

Ewa Imielska-Hebda: Dopóki jest to tylko pasja i 'focenie' tylko dla siebie to tak, jest to lekkie i przyjemne. Później zaczynamy być na zawodach od rana do wieczora, nie ważne, jest czy jest gorąco czy zimno, czy z nieba leje się żar albo deszcz. Robimy to aby mieć sfotografowanego każdego konia i gdy wszyscy już są po zawodach odpoczywając, my siadamy do komputerów na kilka dni praktycznie non stop. Wtedy właśnie zaczyna się najnudniejsza część pracy, czyli podpisywanie, przegląd zdjęć, selekcja, obróbka. Tu zaczyna się ciężka praca, a nie tylko przyjemność. 

 

Equista: Pewnie wielu początkujących nie zdaje sobie z tego sprawy i rezygnują ze stałego udziału w zawodach?

Ewa Imielska-Hebda: Pewnie tak, ja akurat pomimo tego bardzo lubię takie wyjazdy. Oprócz wszystkich końsko-fotograficznych oczywistych plusów, są też ludzie z którymi niezwykle miło jest się spotykać na zawodach, a czasem z racji mieszkania w bardzo oddalonych częściach Polski, czy świata to jedyna taka okazja. 

 

Equista: Czy uważasz, że sprzęt jest ważny podczas robienia zdjęć? Czy bez drogiego body i obiektywu można mieć świetne zdjęcia?

Ewa Imielska-Hebda: Na początkowych etapach fascynacji fotografią według mnie wystarczy byle 'pstrykacz', nawet kompakt. Gdy fotografujemy w optymalnych warunkach oświetleniowych uczymy się. Nie potrzeba do tego drogiego sprzętu, zawsze wyjdzie coś fajnego jeśli ma się dobre oko. To chyba przychodzi z czasem – w końcu przeszkadzają aberracje, nie wystarczająca ilość klatek na sekundę, mało precyzyjny balans bieli, wolny AF, te paskudne szumy przy dużym ISO, gdy wymyślimy sobie sesję nocną lub musimy oddać do druku zdjęcia robione na zawodach w ciemnej hali. Tak, wtedy szuka się czegoś lepszego. I to poszukiwanie wydaje mi się, że nie ma końca, bo jeśli możemy mieć lepszy 'materiał wyjściowy' i mniej czasu spędzać przed komputerem to dlaczego nie?

 

Ewa Imielska Hebda, najlepsze zdjęcia koni arabskich, konie arabskie z polski

 

Equista: A jakie poszukiwania i 'materiał wyjściowy' można oglądać w pracach polskich 'kolegów po fachu'?

Ewa Imielska-Hebda: Uwielbiam oglądać prace naszych rodzimych fotografów końskich i obserwować ich postępy, ich rozwój. Czasem można zauważyć wyraźny przeskok w jakości zdjęć (tony, kontrasty, balans bieli itp) i wiadomo, że był upgrade sprzętu (śmiech).

 

Equista: Co poradziłabyś początkującym hobbistom aspirującym do bycia profesjonalnymi fotografami?

Ewa Imielska-Hebda: Przede wszystkim dużo pokory, cierpliwości i umiejętności przyjmowania krytyki. Oczywiście mówię o tej konstruktywnej krytyce, choć w świecie zalewającego nas 'hejtu' to wymierające zjawisko. Na sukces, czy bycie zauważonym/zauważoną czasem pracuje się lata, a czasem wystarczy parę miesięcy. To zależy od talentu, umiejętności wykorzystania krytyki, pracowitości ale tez i szczęścia.

Poradziłabym także oglądanie dużej ilości zdjęć, dużo fotografowania i próbowania ciągle czegoś nowego, ponieważ to jest droga do odnalezienia własnego, wyjątkowego stylu, a chyba właśnie po tym rozpoznaje się profesjonalistę.

 

Equista: Pracujesz nie tylko w Polsce, ale również zagranicą. Czy specyfika pracy zagranicą różni się czymś od tej wykonywanej w Polsce?

Ewa Imielska-Hebda: Według mnie nie. W ostateczności i tak liczy się tylko koń przed obiektywem i to jak go najlepiej ująć, jak skomponować kadr, a fakt, że przy tym rozmawia się z ludźmi w innym języku to szczegół. To i tak są koniarze, więc w sercach wszyscy mamy to samo.

 

Equista: Na koniec chcielibyśmy poznać Twoje największe fotograficzne marzenie. Może jest to jakaś niezwykła sesja, albo egzotyczny wyjazd?

Ewa Imielska-Hebda: Mam kilka takich marzeń fotograficznych. Nie wiem czy powinnam je ujawniać, żeby nie zapeszyć. Ostatnio mam tyle szczęścia, że kilka małych marzeń mogłam odhaczyć. Takim największym marzeniem nadal pozostaje sfotografowanie siwego, dynamicznego ogiera arabskiego na piaskach pustyni przy zachodzącym/wschodzącym słońcu…

 

Ewa Imielska Hebda, fotografia koni, fotograf koni, koń andaluzyjski

 

Equista: Dziękujemy serdecznie za rozmowę i życzymy wspaniałych modeli oraz spełnienia wszystkich fotograficznych marzeń!

Ewa Imielska-Hebda:  Ja także serdecznie dziękuję!

 

 

 

fot. Ewa Imielska-Hebda - zapraszamy na oficjalną stronę internetową autorki

 

 

 

Inspiracje

Facebook

Instagram